Akcja profilaktyki zdrowotnej w aptece otwartej – dlaczego nie?

Czy edukacja pacjenta w aptece może przyjąć formę miesięcznej akcji profilaktyki zdrowia? Dlaczego nie! Publikujemy krótką relację mgr farm. Adrianny Kałuskiej, farmaceutki zainspirowanej różnymi międzynarodowymi inicjatywami, która postanowiła działać przy pierwszym stole.


Nie każdy z nas może pozwolić od razu na prowadzenie przeglądów lekowych w swojej aptece, czy to ze względu na zbyt małą liczbę personelu aptecznego, co za tym idzie brak wystarczającej ilości czasu, czy też brak wydzielonego miejsca na ekspedycji lub po prostu nieprzychylność właściciela apteki. Jednak myślę że warto zacząć choćby od małych rzeczy. Próbując udowodnić tę tezę wraz kierownikiem apteki, w której pracuję, Kamilem Kamińskim, przeanalizowaliśmy sytuację naszej apteki i zainspirowani różnymi szkoleniami, doszliśmy do wniosku, że chcemy zorganizować akcję edukacyjną. Na początek zainteresowaliśmy się profilaktyką chorób nowotworowych.

Różowa wstążka

Akcje Różowej wstążki to międzynarodowa inicjatywa walki z rakiem piersi, która swój początek ma w latach 80-tych i obejmuje różne wydarzenia, m.in. charytatywne marsze, biegi, iluminacje budynków, wywiady i reportaże w mediach. Przygotowaliśmy ulotki na temat tej choroby i instrukcje samobadania piersi, a w izbie ekspedycyjnej zawiesiliśmy w aptece plakat. Wszyscy magistrzy farmacji pracujący w naszej aptece przygotowali się merytorycznie, a nawet przypięliśmy sobie różowe wstążki do fartuchów i zaczęliśmy rozmawiać z pacjentkami na temat badań profilaktycznych.

Reakcje pacjentów

Akcja trwała cały miesiąc i udało nam się wręczyć około 200 ulotek. Reakcje pacjentów były różne Najczęściej pacjentki z zaciekawieniem spoglądały na ulotki i dopytywały o co chodzi. Zdarzały się również przypadki takich wypowiedzi jak: “Ja się nie badam, wolę nie wiedzieć” albo “ja jestem zdiagnozowana i co z tego jak wszędzie kolejki?”, “ja się nie będę napromieniowywać!”, jednakże próbowaliśmy zachęcać i tłumaczyć. Większość pytanych kobiet deklarowało, że bada się systematycznie, ale też wydaje się, że kilkanaście niebadających się pań się udało się zmusić nawet do refleksji.

Czytaj też:
Polskie doświadczenia z Przeglądami Lekowymi

Czego farmaceuci nie wiedzą o profilaktyce raka piersi?

Dla nas na pewno było to ciekawe i budujące doświadczenie, jak i okazja do pogłębienia wiedzy. Przede wszystkim dowiedzieliśmy się, jak ciężko znaleźć placówki które wykonują takie badania. Jeśli ktoś się nie zetknął bezpośrednio z takim miejscem, w Internecie nie jest łatwo znaleźć jakąś bazę na oficjalnych stronach NFZ (my korzystaliśmy z TEJ). Coraz częstsze są jednak akcje lokalne z badaniami przesiewowymi w „mammobusach”, których harmonogram jest dostępny na stronie NFZ. Dzięki temu wiemy gdzie w razie czego kierować pacjentów.

Po drugie samo badanie nie było nam wcześniej znane bardziej niż samej definicji. Podczas akcji same pacjentki wyrażały swoje wątpliwości względem jego bezpieczeństwa. Dzięki wcześniejszemu przygotowaniu, dowiedzieliśmy się, że badanie wiąże się z narażeniem na bardzo niskie (typowo 0,4 mGy) w porównaniu do innych badań np. RTG kończyn, tomografii komputerowej głowy czy też otaczającego nas świata.

Co dalej?

W listopadzie za to nawiązaliśmy współpracę z fundacją zajmującą się edukacją prozdrowotną (fundacja Kapitan Światełko) i prowadzimy akcję MOVEMBER (“Wąsopad”). Jest to również międzynarodowa akcja, tym razem mająca na celu edukację pacjentów względem typowo męskich chorób, takich jak rak prostaty czy jąder.

Już zaczynamy planować następne akcje. Jakie są Wasze doświadczenia z takimi inicjatywami? Czy widzicie na nie czas i miejsce w aptece otwartej?

Ulotki i plakaty naszego autorstwa wykonane na akcję profilaktyki raka piersi.
Ulotki i plakat pozyskany od fundacji Kapitan Światełko.

Adrianna Kałuska

Zdjęcia: Pharmaki




Ten temat zawiera 20 odpowiedzi, ma 6 głosów, i został ostatnio zaktualizowany przez  Arkadiusz Dodot 2 tygodnie, 3 dni temu.

  • Autor
    Wpisy
  • #45075 Punkty: 3

    Arkadiusz Dodot mgr farm.
    163 pkt.

    Jako niepytany chętnie się wypowiem 😀

    Akcja ze wszech miar potrzebna, pożyteczna dla Pacjentów jak i środowiska farmaceutycznego i dająca nadzieję na krok do przodu w rozwoju zawodu. W zasadzie każdego miesiąca jest okazja, by promować któryś z aspektów prozdrowotnego stylu życia, więc  pole do popisu jest ogromne. Mam nadzieję, że pójdziecie za ciosem i pociągniecie innych do działania.

    A teraz doświadczenia. Co roku w listopadzie staram się organizować wykłady i szkolenia dla personelu medycznego. W ostatniej edycji, która poświęcona była żywieniu, z pomocą dyrekcji, zorganizowałem po raz pierwszy wykład dla Pacjentów.Tytuł oddawał to, czego dotyczył: Racjonalne żywienie w zdrowiu i chorobie. Moja część poświęcona była szeroko rozumianym interakcjom między pożywieniem a lekami. Nie jest to co prawda apteka otwarta, ale przez szpital, a w szczególności obok apteki szpitalnej, przewija się mnóstwo Pacjentów. Musieli zwrócić uwagę na plakaty promujące wydarzenie. O efekty należy pytać lekarzy POZ 🙂

    3 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną.
    • #45184 Punkty: 1

      Laura Krumpholz mgr farm.
      23 pkt.

      Świetna inicjatywa! A jak z frekwencją na takim wykładzie? I w jakich odbywał się dniach/godzinach, bo to też ma zawsze duże znaczenie 🙂

      1 użytkownik uznał wypowiedź za pomocną.
    • #45202 Punkty: 3

      Arkadiusz Dodot mgr farm.
      163 pkt.

      Wykład został przewidziany na czwartek 23.11.2017 roku na godzinę 16. Niestety nie miałem dużego (mały owszem) wpływu na termin, gdyż szpital nie dysponuje na tyle dużą salą wykładowa, by zorganizować spotkanie dla dużej liczby osób. W związku z tym korzystałem z tego, co mi udostępniono. Frekwencja była dość duża. Z naciskiem na dość, bo mogło być lepiej. Zaproszono na niego Uniwersytet Trzeciego Wieku, stąd to dość (gdyby ich nie było, nie byłoby tak wesoło).

      Pomysł wyjścia na zewnątrz z wykładem spotkał się z dużą aprobatą dyrekcji, która nawet miała zareklamować go w lokalnej prasie (prasy lokalnej nie czytałem, więc nie wiem czy ta reklama była). Wykład miał być powtórzony w tym roku, jak również dołożone nowe tematy.

      A teraz sad end: Po zmianie dyrekcji zainteresowanie organizacją tego typu spotkań jest zerowe, nie mam tez wsparcia, by zrobić to samodzielnie jako kierownik apteki. Stąd szkolenia zostały zawieszone. Na szczęście przeze mnie, więc w każdej chwili, w oczekiwaniu na lepsze czasy, mogę je odwiesić 😀

      3 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną.
    • #45210 Punkty: 1

      Laura Krumpholz mgr farm.
      23 pkt.

      Najgorsze co może być to osoby blokujące zapał innych ludzi, do robienia czegoś pozytywnego dla świata. Mam nadzieję, że dyrektor szybko zmieni zdanie. Z reklamą mogę polecić, że dobrze jest poprosić w parafiach o informacje podczas ogłoszeń parafialnych – to skuteczna droga dotarcia do wielu seniorów 🙂
      Takie wykłady super się sprawdzają również w miejscach typu domy seniora, albo w formie współorganizacji z miastem. Niestety wymaga to już sporego zaangażowania osoby organizującej wykład, żeby samemu dotrzeć do takich miejsc i jest dosyć obciążające. Ale za to jaką potrafi dać satysfakcję… 🙂

      Jako studentka organizowałam u siebie na uczelni wykład dla seniorów z UTW, dotyczący zastosowania żywienia medycznego dostępnego w aptece. Po wykładzie dostałam świetne opinie, prośby żebym odwiedzała ich ponownie i pytania w jakiej aptece będę pracować, bo będą tam przyjeżdżać. Swoją drogą w wykładzie uczestniczyła również moja babcia, która przez kolejne 2 miesiące mówiła mi, że “ta koleżanka to mówiła, że masz taka super wiedzę” i trochę przykre, ale patrząc na intencje wciąż urocze hasło “mówili, że jesteś taka mądra, że powinnaś medycynę studiować!”

      Także ze swojej strony polecam się angażować w takie inicjatywy! 🙂

      1 użytkownik uznał wypowiedź za pomocną.
    • #45522 Punkty: 1

      Konrad Tuszyński mgr farm.
      1K pkt.

      Również popieram. Ja miałem okazję prowadzić wykłady dla seniorów zarówno z ramienia swojej apteki dla UTW, jak i pro bono w ramach wydarzeń organizowanych przez OIA, a także “komercyjnie” dla pensjonariuszy domu wczasowego. Za każdym razem zainteresowanie seniorów było ogromne.

      Niby apteka na każdym kroku i w teorii każdy ze słuchaczy mógłby się dowiedzieć tego samego po prostu pytając w aptece, a jednak dopiero na takich spotkaniach okazuje się, jak pacjenci mało wiedzą pacjenci o przyjmowanych przez siebie lekach, i jakie mają wątpliwości dot. skuteczność leków i bezpieczeństwa ich stosowania.

      Mam nadzieję, że odwiesisz wykłady i wznowisz inicjatywę 🙂 PS. zabawne jak się wyraz sad end podlinkował. 😀

      1 użytkownik uznał wypowiedź za pomocną.
    • #45524 Punkty: 3

      Arkadiusz Dodot mgr farm.
      163 pkt.

      jak pacjenci mało wiedzą pacjenci o przyjmowanych przez siebie lekach, i jakie mają wątpliwości dot. skuteczność leków i bezpieczeństwa ich stosowania.

      Ja byłem ogromnie zdziwiony, że ludzie mając wątpliwości nie spytają farmaceuty (lub suplementu farmaceuty) przy okienku. Jak już wspominałem temat wykładu dla pozaszpitalnych słuchaczy brzmiał Racjonalne żywienie w zdrowiu i chorobie, a ja mówiłem o interakcjach lek-żywienie. Tymczasem pytania z sali wiele razy odbiegały od tematu, np. Czy można zwrócić lek do apteki?

      Nie będę ukrywał, że inspirowałem się także Waszą postawą i wyjściem do Pacjentów, a moje doświadczenie utwierdziło mnie w tym, jak bardzo takie spotkania są potrzebne.

      3 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną.
  • #45078 Punkty: 2

    Maria Kowalczuk mgr farm.
    258 pkt.

    Chyba zacznę od oplakatowania swojej łazienki. Mam dwóch facetów 😉 Jeden młody, ale czym skorupka za młodu… 🙂

    2 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną.
  • #45080 Punkty: 0

    Maria Kowalczuk mgr farm.
    258 pkt.

    Marzec – miesiącem walki z rakiem jajnika, listopad podobno – z rakiem prostaty itd. A właściwie dlaczego tylko miesiąc? Apteki funkcjonują cały rok… Może jakieś mądre, edukacyjne kalendarze się pojawią?

  • #45115 Punkty: 1

    Jakub Lenard mgr farm.
    259 pkt.

    Ja jestem jak najbardziej za profilaktyką zdrowotną jako taką, ale jednocześnie  mam dość negatywny stosunek do wielu badań skriningowych w kierunku wielu nowotworów. Nowotwory prostaty i piersi to istne pole minowe i wszyscy, pacjenci, lekarze i farmaceuci, nie mamy większego pojęcia jaki jest rzeczywisty stosunek korzyść/ryzyko.

    Czy mammografia zmniejsza całkowitą śmiertelność, ile trzeba przebadać kobiet, żeby jedną uchronić przed śmiercią (z powodu raka piersi), i ile na jedną uratowaną kobietę (przed śmiercią z powodu raka piersi) przypada wyników fałszywie pozytywnych, czyli kobiet, które są leczone na nowotwór, który nigdy nie stanowił zagrożenia albo nie jest nowotworem i co gorsza umierają z powodu niepotrzebnego leczenia?

    Daliśmy sobie wszyscy wmówić, że badać i wykryć nowotwór to jest zawsze super, a tak nie jest. Liczby są często nieprzychylne, i gdyby ludzie (bo nie pacjenci) je znali wielu by się nie zdecydowało na badania skriningowe. Tak samo mnóstwo organizacji tzw. charytatywnych ma czysty zysk z promowania “świadomości” i jest w jawny sposób finansowana z różnych źródeł, a fakty przez nie przedstawiane nie mają poparcia w nauce.

    To jest bardzo kontrowersyjny temat i warto o tym wiedzieć zanim się w to wejdzie 🙂

    2 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną, a 1 użytkownik ocenił, że wypowiedź nic nie wnosi do dyskusji.
    • #45182 Punkty: 2

      Laura Krumpholz mgr farm.
      23 pkt.

      Czy mammografia zmniejsza całkowitą śmiertelność

      Myślę, że nikt nie oczekuje, że zastosowanie badań profilaktycznych wyeliminuje całkowicie śmiertelność jakiejkolwiek choroby

      przypada wyników fałszywie pozytywnych, czyli kobiet, które są leczone na nowotwór, który nigdy nie stanowił zagrożenia albo nie jest nowotworem i co gorsza umierają z powodu niepotrzebnego leczenia?

      Badania skriningowe już z samej definicji są badaniami, które pozwalają na postawienie wstępnej diagnozy, ale rozpoczęcie leczenia wymaga zastosowania dużo dokładniejszych testów.

      2 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną.
  • #45197 Punkty: 1

    Jakub Lenard mgr farm.
    259 pkt.

    Myślę, że nikt nie oczekuje, że zastosowanie badań profilaktycznych wyeliminuje całkowicie śmiertelność jakiejkolwiek choroby 

    Całkowita śmiertelność to nie całkowite wyeliminowanie śmiertelności z powodu danej choroby 😉 Całkowita śmiertelność to zgony z dowolnej przyczyny w danej populacji. Jest to parametr obarczony najmniejszym ryzykiem błędów. Jeżeli całkowita śmiertelność w grupie interwencyjnej (w tym przypadku skriningowanej w kierunku nowotworów) i kontrolnej jest taka sama to znaczy, że interwencja nie przedłuża życia, ludzie niebadani umierają tak samo często (żyją tak samo długo), jak ci badani i leczeni.

    Badania skriningowe już z samej definicji są badaniami, które pozwalają na postawienie wstępnej diagnozy, ale rozpoczęcie leczenia wymaga zastosowania dużo dokładniejszych testów.

    Dużo dokładniejszych testów, które w przypadku raka prostaty oznacza USG przezodbytnicze, wysyłanie kilku igieł w zupełnie losowe miejsca i ocenę materiału z biopsji. W ten sposób ponad połowa nowotworów klinicznie istotnych jest niewykryta, a zdecydowana większość nowotworów prostaty nigdy nie stanowi zagrożenia dla życia. U WIĘKSZOŚCI mężczyzn w starszym wieku można wykryć raka prostaty, który jednak nie wymaga żadnego leczenia. Jak się jednak go wykryje to większość ludzi chce być leczona. W konsekwencji nietrzymanie moczu, zaburzenie erkcji, etykietka “mam raka”, a wszystko zupełnie niepotrzebne.

     

    1 użytkownik uznał wypowiedź za pomocną.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodnie, 5 dni temu przez  Jakub Lenard.
    • #45204 Punkty: 1

      Laura Krumpholz mgr farm.
      23 pkt.

      Ok, muszę przyznać że kolejność “całkowita śmiertelność” z automatu wywołała u mnie inne skojarzenia niż “śmiertelność całkowita” – mój błąd :).

      Niemniej jednak wszystkie informacje na jakie do tej pory natrafiłam mówiły o zmniejszaniu śmiertelności (przede wszystkim piszę to w kontekście raka piersi). Nie dotarłam do badania porównującego śmiertelność całkowitą w chorobach raka piersi u osób z badaniami przesiewowymi i bez nich. Ale tak samo jak są postawione otwarte pytania – ile kobiet umarło przez niepotrzebne leczenie? Można stawiać pytanie – ile kobiet przeżyło wykrywając ten typ nowotworu, który jest stosunkowo prosty do wyleczenia w początkowych fazach? Ogólnie jest to dosyć przerzucanie się ładnie brzmiącymi hasłami.W tym kontekście musielibyśmy odrzucić założenie, że większość nowotworów łatwiej jest leczona na początku ich wykrycia.

      Czytając Twój komentarz nasuwa mi się jednak wniosek, że to nie badania przesiewowe są czymś złym, ale dalsze postępowanie diagnostyczne i później terapeutyczne i to one wymagają poprawy. Osobiście jednak nie uważam, aby istniejące w dalszych etapach błędy były powodem do propagowania wśród ludzi idei “lepiej się nie badać, bo jeszcze coś wykryją”

      1 użytkownik uznał wypowiedź za pomocną.
  • #45206 Punkty: 1

    Konrad Tuszyński mgr farm.
    1K pkt.

    Czytając Twój komentarz nasuwa mi się jednak wniosek, że to nie badania przesiewowe są czymś złym, ale dalsze postępowanie diagnostyczne i później terapeutyczne i to one wymagają poprawy.

    Ale badania przesiewowe wiążą się zawsze z dalszą diagnostyką. Są nowotwory, które ulegają spontanicznej reemisji (a wcześniej wykryte byłyby niepotrzebnie leczone i wiązałyby się z ogromny stresem), albo rak prostaty, z którym można żyć, ale który zdiagnozowany prowadzi do niepotrzebnych interwencji. W tym wypadku może faktycznie “lepiej nie wiedzieć”? Nie mówiąc już o wynikach fałszywie pozytywnych, które również wiążą się z niepotrzebną diagnostyką i dużym obciążeniem psychicznym.

    Nie można badań przesiewowych brać na “chłopski rozum” tylko trzeba patrzeć na nie jako całość – czy w ogólnym rozrachunku przynoszą więcej szkody niż pożytku?

    Jak wspomniał Kuba, akcje są zwykle bardzo medialne i trafiają do ludzi, bo wszyscy wiedzą że “im wcześniej wykryty nowotwór tym lepiej”, ale na tym się wiedza przeciętnego Kowalskiego kończy. Za tymi akcjami idzie też duży pieniądz, jest to dobra forma promocji różnych marek, blogów, organizacji, sposób pozyskiwania środków itd. Mało osób to rozumie, a jeszcze mniej osób rozumie statystykę.

    Także to prawda, że warto kontrolować stan piersi czy jąder, uświadamiać społeczeństwo że problem jest realny, jakie są czynniki ryzyka, itd. Tylko te badania przesiewowe są kontrowersyjne. Tak samo zresztą jak cała idea “czasem dobrze się przebadać: na anemię, na pasożyty, na boreliozę itd.”. To jest jeden z mitów medycyny, że im więcej badan tym lepiej. 🙂

    1 użytkownik uznał wypowiedź za pomocną.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodnie, 5 dni temu przez  Konrad Tuszyński.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodnie, 5 dni temu przez  Konrad Tuszyński.
    • #45217 Punkty: 4

      Laura Krumpholz mgr farm.
      23 pkt.

      Ale badania przesiewowe wiążą się zawsze z dalszą diagnostyką. Są nowotwory, które ulegają spontanicznej reemisji (a wcześniej wykryte byłyby niepotrzebnie leczone i wiązałyby się z ogromny stresem),

      W moim komentarzu chodziło mi właśnie dokładnie o to, że upatruję głównie problem w tym w jaki sposób korzystamy z tych badań, a nie w ich wykonywaniu. Bo to na kolejnych etapach należałoby zadać o to, żeby rozdzielić interwencje konieczne od interwencji dających więcej działań niepożądanych niż korzyści. Tylko, że problem jest taki, że jest to bardzo trudne i tu wracamy do słuszności stawianej przez was kontrowersji.
      Podsumowując, w aktualnych warunkach zgadzam się z wami, ale uważam że wychodzenie z takimi tezami “na zewnątrz” przyniosłoby prawdopodobnie więcej szkody niż korzyści, a w bardziej idealistycznych warunkach uważam, że to nie same badania przesiewowe są problemem 🙂

      4 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną.
    • #45221 Punkty: 3

      Arkadiusz Dodot mgr farm.
      163 pkt.

      Tylko te badania przesiewowe są kontrowersyjne

      Pozwolę sobie wtrącić 3 grosze: najbardziej kontrowersyjny jest brak wykwalifikowanej kadry i specjalistów. Jeśli ktoś nie wie (a są osoby które wiedzą, vide ipsum) co zrobić z wynikiem badania przesiewowego, a jest lekarzem, to tu leży pies pogrzebany, a nie w samym fakcie badań.

      Zresztą każde badanie może nieść za sobą opisany powyżej ciąg niekorzystnych wydarzeń, ale nikt nie powie, że nie warto np. osłuchać Pacjenta gdy kaszle. Dowód anegdotyczny nie z badania przesiewowego:

      Lekarz: Ma pan fatalne wyniki krwi. Proszę szybko się zgłosić do specjalisty.

      Ja: (Konsternacja. Włącza się korzystanie z wiedzy) Jak to?

      Lekarz: A nie, pomyliłam jednostki.

      Gdybym był zwykłym Kowalskim to byłaby kiszka, a że jestem farmaceutą zostałem uratowany, przez te pomylone jednostki.

      3 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną.
  • #45244 Punkty: 1

    Arkadiusz Dodot mgr farm.
    163 pkt.

    Najgorsze co może być to osoby blokujące zapał innych ludzi, do robienia czegoś pozytywnego dla świata.

    Dlatego w planie mam podobną inicjatywę, ale już na własna rękę. Sam sobie skrzydeł nie podetnę 😉

    1 użytkownik uznał wypowiedź za pomocną.
  • #45301 Punkty: 2

    Jakub Lenard mgr farm.
    259 pkt.

    Niemniej jednak wszystkie informacje na jakie do tej pory natrafiłam mówiły o zmniejszaniu śmiertelności (przede wszystkim piszę to w kontekście raka piersi). Nie dotarłam do badania porównującego śmiertelność całkowitą w chorobach raka piersi u osób z badaniami przesiewowymi i bez nich.

    Które konkretnie “wszystkie informacje”? Oddzielmy informacje z ulotek “Weź, idź się zbadaj” od faktów naukowych. Żadna ulotka czy opinia nawet eksperta w dziedzinie onkologii nie ma większej wartości, jeśli nie jest poparta konkretnymi źródłami.

    Mammografia nie zmniejsza całkowitej śmiertelności.

    “If we assume that screening reduces breast cancer mortality by 15% and that overdiagnosis and overtreatment is at 30%, it means that for every 2000 women invited for screening throughout 10 years, one will avoid dying of breast cancer and 10 healthy women, who would not have been diagnosed if there had not been screening, will be treated unnecessarily. ”

    Ale tak samo jak są postawione otwarte pytania – ile kobiet umarło przez niepotrzebne leczenie? Można stawiać pytanie – ile kobiet przeżyło wykrywając ten typ nowotworu, który jest stosunkowo prosty do wyleczenia w początkowych fazach?

    To nie jest przerzucanie się ładnie brzmiącymi hasłami. Szacuje się, że tylko 1 na 15 kobiet, u których wykryto nowotwór w wyniku skriningu odnosi z tego korzyść.

    Czytając Twój komentarz nasuwa mi się jednak wniosek, że to nie badania przesiewowe są czymś złym, ale dalsze postępowanie diagnostyczne i później terapeutyczne i to one wymagają poprawy. ”

    Oczywiście. Badania przesiewowe jest tak dobre, jak możliwości postępowania z uzyskanym wynikiem. Tylko co to zmienia w kwestii oceny danego testu? Wszystkie kryteria oceny badania skriningowego są takie same jak w przypadku interwencji nieskriningowej. Badania przesiewowe może być dobre lub złe. WHO już w 1968 r. określiło 10 punktów definiujących test skriningowy. Czy jeśli ktoś umrze w wyniku interwencji mającej na celu naprawienie jakiegoś nie wiadomo jak groźnego “defektu” wykrytego w wyniku skriningu, to chyba średnio jest pocieszające, że skrining jako taki to był super, ale zabiło to co było po nim 😉

    Bo to na kolejnych etapach należałoby zadać o to, żeby rozdzielić interwencje konieczne od interwencji dających więcej działań niepożądanych niż korzyści. Tylko, że problem jest taki, że jest to bardzo trudne i tu wracamy do słuszności stawianej przez was kontrowersji.

    Trudne, a w przypadku raka prostaty obecnie niemożliwe. Można poprawić wskaźnik wyników fałszywie negatywnych przez zastosowanie MRI (w Polsce chyba niestosowane? w UK w niektórych ośrodkach), ale na razie nie ma sposobu na poprawę wskaźnika wyników fałszywie pozytywnych.

    Podsumowując, w aktualnych warunkach zgadzam się z wami, ale uważam że wychodzenie z takimi tezami “na zewnątrz” przyniosłoby prawdopodobnie więcej szkody niż korzyści, a w bardziej idealistycznych warunkach uważam, że to nie same badania przesiewowe są problemem 🙂

    Ja nie uważam, żeby nieoszukiwanie ludzi i niezatajenie rzeczywistego stosunku ryzyko/korzyść przyniosło więcej szkody. Może tej jednej nieuratowanej osobie przyniosłoby więcej szkody, ale kolejnym dziesiątkom/setkom niepoddawanych niepotrzebnemu leczeniu już nie. Jednego uratujemy, wielu zaszkodzimy – czysty paternalizm. Nie ma idealnego testu, ale chociaż na tych kolorowych ulotkach i plakatach niech będą podane fakty na plus i na minus i niech każdy sobie zdecyduje sam i weźmie odpowiedzialność za swoje życie.

    2 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodnie, 5 dni temu przez  Konrad Tuszyński.
    • #45436 Punkty: 1

      Laura Krumpholz mgr farm.
      23 pkt.

      Zgadzam się z tym zdecydowanie – dlatego tak jak napisała “do tej pory natrafiłam”. Nie odnosiłam się do informacji z ulotek, jednak nie miałam okazji do tej pory analizować tematu dogłębniej. Nawet przegląd systematyczny potwierdzający kontrowersje związane z badaniem mammograficznym ma informacje o redukcji śmiertelności – i tym zdaniem zdecydowanie nie bronię tego, że mammografia jest skuteczna – wyjaśniam skąd wynikają dochodzące informacje o skuteczności 🙂 

      “Conclusion:Breast cancer mortality is generally reduced with mammography screening, although estimates are not statistically significant at all ages and the magnitudes of effect are small. Advanced cancer is reduced with screening for women aged 50 years or older.” http://annals.org/aim/fullarticle/2480753

      Zdecydowanie przekonują mnie wasze argumenty, ale wciąż cały problem od której strony do niego nie podejdziemy obija się o edukacje społeczną – zarówno w stronę rekomendacji badań skriningowych, bo jak już wyszło powyżej ich błędna interpretacja (nadinterpretacja) może przynieść dużo więcej szkody, niż korzyści, a w drugą stronę “zniechęcanie” pacjentów do wykonywania badań w ich prostym odbiorze zostanie odebrane jako potwierdzenie słuszności zasady “lepiej się nie badać, bo jeszcze coś wykryją”. Ogólna refleksja jaka mi się nasuwa to edukować wtedy, gdy mamy pole do zrobienia tego całościowo i gruntownie, a nie w wymianie 5 zmian i nie promować. Problem tylko taki, że “przemilczenie” tematu rzadziej niż częściej prowadzi do czegoś dobrego.

      Jakub, jaką widzisz taktykę podejścia do tego z “codziennej” perspektywy?

      Konrad – dzięki za link, na razie tylko poglądowo przejrzałam fragmenty, ale wygląda świetnie – w wolnej chwili koniecznie się wczytam 🙂

      1 użytkownik uznał wypowiedź za pomocną.
    • #45515 Punkty: 1

      Jakub Lenard mgr farm.
      259 pkt.

      Informacje o redukcji śmiertelności z powodu raka piersi, nie śmiertelności jako takiej.

      Każde badanie skriningowe należy oceniać osobno, jedne są nieporozumieniem, w innych korzyści są większe niż ryzyko. Zamiast bezrefleksyjnie namawiać na badania bez słowa o ryzyku, powinno się informować z czym wiąże się skrining. Nie wydaje mi się, żeby parę zdań dotyczących plusów i minusów to było dużo. Nie miejmy ludzi za idiotów i nie decydujmy o ich życiu bez ich świadomej zgody 😉

      1 użytkownik uznał wypowiedź za pomocną.
  • #45321 Punkty: 3

    Konrad Tuszyński mgr farm.
    1K pkt.

    Bardzo dobra książeczka na ten temat, która omawia ten temat w sposób zrozumiały dla pacjenta (laika):

    https://docer.pl/doc/xxvsee (patrz strona 32+) rzuć okiem Laura, bardzo ładnie wyjaśniono o co chodzi z mammografią i innymi badaniami skriningowymi.

    BTW konsultację merytoryczną tej książki robił lek. Kasper Uznański, znany nam z tego forum i z Zeszytów Aptecznych, których był konsultantem. 🙂

    3 użytkowników uznało wypowiedź za pomocną.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodnie, 5 dni temu przez  Konrad Tuszyński.

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.

22 Udostępnień
Udostępnij22
+1
Udostępnij
Email
Pocket
WhatsApp