Farmaceuci mają szansę na bezpłatne szkolenia opłacone z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego, ale prowadzić ma je uczelnia, a nie samorząd zawodowy. Naczelna Rada Aptekarska ujawniła w komunikacie z 4 września, że od stycznia 2026 roku negocjuje z jednym z uniwersytetów warunki wspólnego przedsięwzięcia wartego kilkadziesiąt milionów złotych. Uczelnia miałaby w nim odpowiadać za realizację jako beneficjent wiodący, izbie przypadłaby rola partnera merytorycznego i środowiskowego. Projekt nie jest jeszcze przesądzony – rada czeka na zatwierdzenie i ostateczne decyzje Ministra Zdrowia.1
Komunikat powstał jako odpowiedź na zarzut, że samorząd farmaceutów zaniedbał sięgnięcie po unijne pieniądze na kształcenie. Izba odpiera go, opisując, dlaczego nie zgłosiła się do projektu w roli beneficjenta wiodącego, czyli podmiotu ponoszącego pełną odpowiedzialność za rozliczenie środków. Pieniędzy przy tym nie porzuciła – zmieniła model, w którym mają do niej trafić.
Skala tego, co rozważano na początku, była znacznie większa niż to, co zostało. Wyjściowe warianty mówiły o wsparciu od 2 do 10 tysięcy farmaceutów w latach 2026–2029, budżecie od 12 do 56 milionów złotych i dofinansowaniu sięgającym 97 procent kosztów. W trakcie rozmów zakres mocno przycięto, a kwota spadła z kilkudziesięciu milionów do kilku. Nawet po tym cięciu wynajęty przez izbę doradca odradził jej wejście w rolę beneficjenta. Wskazał między innymi na:
- projekt zbyt duży wobec tego, czym izba dysponuje organizacyjnie, i brak stałej komórki od zarządzania wielomilionowymi dotacjami,
- zbyt szczupłe rezerwy na wydatki, których dotacja nie pokryje, na korekty, kary i finansowanie działań z własnej kieszeni do czasu rozliczenia,
- groźbę, że nie uda się zrekrutować dość uczestników ani doprowadzić ich do końca szkoleń,
- kłopot ze znalezieniem wystarczającej liczby opiekunów specjalizacji,
- obawę, że uczestnik nie zdąży zamknąć specjalizacji w terminie rozliczenia projektu, a wtedy zapłaciłby za nią sam.
Wnioskiem, który izba stawia najwyżej, jest ostrzeżenie przed czytaniem wkładu własnego jako miary ryzyka. Trzy procent wkładu nie oznacza, że na szali stoją tylko trzy procent – wydatki zakwestionowane w kontroli, koszty poza dotacją i konieczność wykładania pieniędzy z góry mogą zdaniem doradcy kosztować wielokrotnie więcej. Stąd rekomendacja, żeby rolę głównego rozliczającego oddać instytucji z uprawnieniami szkoleniowymi i zapleczem, a samej izbie zostawić wsparcie merytoryczne. To właśnie ten wariant jest dziś negocjowany z uczelnią.
Osobna przeszkoda ma charakter ustawowy i odróżnia farmaceutów od pozostałych zawodów medycznych. Izby pielęgniarek i położnych przepisy wymieniają wprost jako organizatorów kształcenia, więc po akredytacji prowadzą specjalizacje same. U farmaceutów specjalizacje prowadzą uczelnie z kierunkiem farmacja po akredytacji Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, a kursy kwalifikacyjne jednostki szkolące i CMKP. Izba może organizować doskonalenie zawodowe, ale kluczowych form kształcenia nie poprowadzi zamiast uczelni – więc trzon projektu i tak musiałaby komuś zlecić.
Rada przywołuje też liczebność zawodu, od której zależy, ilu uczestników da się zebrać i utrzymać do końca. Prawo wykonywania zawodu ma 39 573 farmaceutów, podczas gdy izby lekarskie liczą 221 286 członków, a rejestr pielęgniarek i położnych 377 301 osób. Sama izba zastrzega, że liczby te nie mówią nic o budżecie samorządu, a jedynie o wielkości grupy, która mogłaby ze szkoleń skorzystać.
Źródła
- Naczelna Rada Aptekarska, Komunikat Naczelnej Rady Aptekarskiej w sprawie wykorzystania środków programu FERS na szkolenia farmaceutów, Naczelna Izba Aptekarska, 4 września 2026 r. https://www.nia.gov.pl/2026/09/04/komunikat-naczelnej-rady-aptekarskiej-w-sprawie-wykorzystania-srodkow-programu-fers-na-szkolenia-farmaceutow/ ↩
